Blog
Demokratyczny konserwatysta
jurekw
jurekw Jerzy Wawro, informatyk
40 obserwujących 541 notek 628610 odsłon
jurekw, 14 października 2016 r.

CETA obnaża bezdenną głupotę rządu Polski

Najnowsza audycja Jana Pospieszalskiego „Warto Rozmawiać” miała szokujący przebieg. Dotyczyła ona traktatuCETA – popieranego przez główne siły polityczne. Prowadzący co chwilę coś bąkał o „naszych reprezentantach” i trudno dociec, czy szokowała go postawa polityków PiS, czy też wyrażał resztki ufności w to, że oni wiedzą co robią. Jeśli jednak z całej audycji wybrać tylko wypowiedzi przedstawiciela rządu – to sprawa staje się jasna. Tak niewyobrażalnej głupoty jaką zaprezentował Jerzy Kwieciński - wiceminister rozwoju, chyba nikt się nie spodziewał. Nawet Jan Pospieszalski nie wytrzymał i na retoryczne pytanie/stwierdzenie, że chyba każdy chciałby mieszkać w Kanadzie, dał odpowiedź : "ja chciałbym mieszkać w Polsce".

Według Kwiecińskiego Kanada zawdzięcza swój dobrobyt umowie o wolnym handlu z USA (NAFTA).

Zakładając najbardziej jak to możliwe życzliwą interpretację tej wypowiedzi, należałoby uznać, że minister najwyraźniej uwierzył w hasała z jakichś slajdów z których czerpie wiedzę o świecie.

Zanim Kanada przystąpiła do NAFTA było to według wszystkich rankingów najlepsze miejsce do życia na świecie. Obecnie Toronto ściga się z miastem milionerów San Francisco o miano najdroższego. Rząd zastanawia się co zrobić, aby ludzi stać było na czynsz – a ekonomiści biją na alarm, że bieda jest szkodliwa dla gospodarki Kanady.

Jeden z takich alarmistycznych głosów porównuje skutki biedy do katastrof lotniczych, które mają miejsce każdego dnia. Autor zaczyna swój tekst od następującego opisuKatastrofa samolotu pasażerskiego jest tragicznym wydarzeniem, które wywołuje poważne badania i szybkie działania, aby upewnić się, że ten sam problem nie wystąpi ponownie. W rezultacie, te wydarzenia są na szczęście bardzo rzadkie. Wyobraźcie sobie reakcję, z przemysłu, rządu i opinii społecznej, gdyby samoloty rozbiły się na co dzień. Tymczasem badania statystyczne pokazują, że każdego dnia kilkaset osób umiera dlatego, że są biedne i jakoś nikt się tym nie przejmuje. Badania te polegały na porównaniu umieralności ludzi bogatych i biednych. Można by się nimi nie przejmować, bo nierówności są nieuniknione i nie wszyscy mogą być tak bogaci, by mieć opiekę medyczną na najwyższym poziomie, gdyby nie to, że NAFTA w ewidentny sposób wpłynęła na gwałtowny wzrost tych nierówności. W 1980 roku, jeden procent najbogatszych ludzi uzyskiwało osiem procent wszystkich dochodów. W 2010 roku 10,6% a obecnie przekracza 14%. Porównując ćwierćwiecze przed NAFTA i po nim widać spadek o połowę głównych wskaźników warunkujących zrównoważony rozwój gospodarczy: dynamiki wzrostu inwestycji w środki trwałe, zatrudnienia w sektorze prywatnym i wzrostu PKB na mieszkańca.

Jeszcze gorzej wygląda kwestia rolnictwa – co powinno szczególnie Polaków interesować. W dostępnym także w języku polskim raporcie czytamy: „Wielu rolników decyduje się na sprzedaż gospodarstwa i odejście z rolnictwa. Ci, którzy zostają, zostają dzierżawcami rolnymi. Grzęznąc w długach, sprzedają ziemię inwestorom, od których ją potem dzierżawią. Między skutkami NAFTA a tym, czego mogą się spodziewać Europejczycy po wdrożeniu CETA, można dopatrzeć się istotnych podobieństw. Po wejściu w życie CETA zaczną znikać małe rodzinne gospodarstwa rolne, a wraz z nimi istniejący od wieków styl życia. Najdotkliwiej odczują to państwa, w których przeważają mniejsze gospodarstwa i rolnicy, dla których rolnictwo jest stylem życia”. Czy durnie z polskiego rządu nie mają dostępu do tych informacji? Nie interesuje ich to?

Pan Kwieciński postawił kropkę nad „i” mówiąc, że pierwszy raz słyszy o oczekiwaniach społeczeństwa, które chciałoby wiedzieć jakie naprawdę będą skutki CETA. Po prostu nie do uwierzenia.

Nie zastanawia go nawet to, że kandydaci na prezydenta w USA prześcigają się w zapewnieniach, jak bardzo oni są przeciw „liberalizacji handlu”? A może myśli w swej naiwności, że skoro to złe rozwiązanie dla silnych Stanów Zjednoczonych, to dla słabej Polski będzie dobre? Nikt tak nie doświadczył dobrodziejstw obcowania z hegemonem jak Kanada. Jej gospodarka została uzależniona od surowców, które bez względu na szkody dla środowiska dostarcza Amerykanom. Polskie media przez całe miesiące truły coś o katastrofalnych szkodach dla Rosji, spowodowanych spadkiem cen ropy. Drastycznego spadku wartości kanadyjskiego dolara jakoś nikt nie zauważył:

CETA obnaża bezdenną głupotę rządu Polski

Nawet w amerykańskim CNN pokazując, że Trump nie ma racji zapewniają, że Kanada ucierpiała wskutek NAFTA bardziej od Meksyku.

Bo na przykład amerykańskie korporacje złożyły 35 skarg przeciwko Kanadzie a tylko 22 przeciw Meksykowi (dla porównania, firmy z Meksyku i Kanady złożyły łącznie 20 skarg przeciwko USA). Ilość tych roszczeń na dodatek dynamicznie rośnie. Najlepszą ilustracją „równości stron” jest jednak wieloletni spór o tarcicę. USA nałożyły 30% cło na tarcicę z Kanady. Wolność handlu w tym wypadku należy rozumieć: wolno nam. Pretekst zawsze się znajdzie. Tu wymyślono dumping polegający na „dotowaniu” przez Kanadę produkcji drewna. Oczywiście żadnych dotacji nie było, ale przecież ziemia na której są położone kanadyjskie lasy mogłaby być obciążona podatkiem którego nie ma – a to prawie jak dotacja. Konieczna była dopiero interwencja WTO (układ o wolnym handlu jakoś nie pomógł).

Na koniec warto zwrócić uwagę na dwie jeszcze kwestie dotyczące wspomnianej na początku audycji Jana Pospieszalskiego. Pierwsza dotyczy zapraszanych gości. Dziennikarz jakoś nie wziął sobie do serca opinii Wojciecha Cejrowskiego, który mu kiedyś na antenie wypalił, że z głupcami nie warto rozmawiać. Mało tego – zaprosił posła z partii targowiczan, który odwdzięczył mu się chamskim atakiem ad personam na Profesor Oręziak.

Druga kwestia dotyczy powtarzanego co chwilę „my Europejczycy”. Jak to ma się do głosu Premier Szydło, że tak dalej nie może UE funkcjonować? Może najpierw zadbalibyśmy o naprawę struktur, a potem udawali wspólnotę interesów? Wystąpienie Premier było reakcją na próby narzucania nam woli europejskiego lewactwa w sprawach, które miały zawsze pozostać wewnętrznymi. Ile w tej sytuacji są warte zapewnienia, że my przecież możemy wycofać się gdyby coś nie działało po naszej myśli? Czy w ogóle określenie „nasze” coś jeszcze oznacza? Gdyby CETA miał zatwierdzać samorząd Podkarpacia – to wątpliwe, czy ktokolwiek był za.

 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale