Cytuję „Co należy zrobić, by to polskie a nie zagraniczne firmy były preferowane? Co należy zrobić, by mali gracze byli wspierani a nie spychani przez państwo? […] Napiszcie o znanych Wam problemach polskich firm wynikających z tego, że mają konkurencje działającą na uprzywilejowanych zasadach. I o pomysłach na recepty. Może politycy sie odezwą?

 

Panie Janke!!! Pan naprawdę myślisz, że oni tego nie wiedzą?

Nie wierzę!

 

Kiedy K. Rybiński uruchamiał swój „Eurogeddon”, napisałem w komentarzu, że gdybym miał w coś inwestować, to postępowałbym dokładnie odwrotnie, niż radzi ten ekonomista. Po roku okazało się, że sporo bym zarobił. Dla leniwych mam podobną receptę na naprawę Polski. Trzeba wziąć do ręki „Rzeczpospolitą” (jeśli ktoś się podobnie jak ja brzydzi GW) i postępować dokładnie odwrotnie do światłych rad wypowiadających się tam ekspertów. Myślicie, że to głupie? Głupotą jest wiara w to, że to politycy kształtują w Polsce ład gospodarczy.

Każdy z nich powie, że największym hamującym rozwój przedsiębiorczości jest opodatkowanie pracy. I co z tego? Myślicie, że oni nie wiedzą jak zlikwidować to opodatkowanie? Oczywiście, że wiedzą (przynajmniej niektórzy z nich).

Drugi poważny problem – kredyty. Nie lamentujcie nad człowiekiem, który z powodu marnych 30tys długu wyjechał za granicę. Powinien on bez problemu dostać kredyt na sfinansowanie tego długu. Oczywiście pod warunkiem, że w Polsce byłby system bankowy, który miałby na celu wspieranie rozwoju gospodarki. Ale takiego systemu nie ma. Dlaczego? Może Pan Janke spyta Balcerowicza? Odważy się? Przez 25 lat nikt nie odważył. Igor Janke też tego nie zrobi. Woli się bawić w „uzdrawiacza Polski”.

 

Nie chce mi się więcej pisać, więc przytoczę tylko fragment innego mojego tekstu (http://blog.argumenty.net/blog/2013/12/23/o-edukacji-finansowej-spoleczenstwa/), w którym wyjaśniam, dlaczego polscy przedsiębiorcy nie mogą (nie powinni) brać kredytów:

Średnia rentowność (ROI) polskich przedsiębiorstw wynosi około 7%. Tymczasem oprocentowanie kredytów jest dwukrotnie wyższe. Czyli kredyt działa w gospodarce dokładnie odwrotnie, niż dźwignia finansowa (która warunkuje sens pożyczania). Jeśli przedsiębiorca posiadający 10 tys. zł pożyczy jeszcze 90tys na 5% i wypracuje 7% zysku, to bank zarobi 4,5tys, a przedsiębiorca 2,5tys. (inwestując tylko swoje 10tys, zarobiłby jedynie 700zł). Jeśli ta sama pożyczka będzie na 15%, to bank zarobi 13,5tys – czyli przejmie cały zysk i jeszcze część majątku przedsiębiorcy.

 

Uwaga!

 

Krótkie wyjaśnienie do powyższych obliczeń.

Pominąłem w nich istniejące zadłużenie przedsiębiorstw, gdyż w Polsce z uwagi na opisaną sytuację wskaźnik zadłużenia w bankach w stosunku do kapitału własnego jest mały i ciągle spada (jeśli ktoś poszpera w „Rzeczpospolitej”, to znajdzie głupie biadolenie z tego powodu). W 2011 roku 60% przedsiębiorstw w ogóle nie korzystało z kredytu długoterminowego.

Jednak dla pełności opisu należałoby to uwzględnić. Nie zmieniłoby to jednak obliczeń na tyle znacząco, by dźwignia finansowa zaczęła działać.